stronaoinvitro.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Gowin zdemaskowany

Jedną z największych manipulacji medialnych dotyczących Jarosława Gowina jest dziś przedstawianie go jako przedstawiciela katolickich konserwatystów w ugrupowaniu Platformy Obywatelskiej. W rzeczywistości prezentowany w mediach tischnerowski ?katolicyzm? obecnego ministra sprawiedliwości ma tyle wspólnego z nauczaniem Kościoła katolickiego, ile ?demokracja ludowa? z demokracją?(Za: Sebastian Karczewski "Polityk katolicki inaczej" - Nasz Dziennik 26 lutego 2013, Nr 48 (4587))

Czy ktoś pamięta odwiedziny bł. Jana Pawła II w Skoczowie 22 maja 1995 roku? W wygłoszonej wówczas homilii, podkreślając potrzebę ?ludzi sumienia?, Ojciec Święty zwrócił uwagę na dyskryminację katolików w Polsce. W mediach zawrzało. Słowa te spotkały się z negatywnym odzewem nie tylko prasy antykatolickiej. Wśród papieskich krytyków znalazł się również redaktor ?Znaku? Jarosław Gowin, który na łamach ?Tygodnika Powszechnego? przekonywał, że ?mówienie o dyskryminacji katolików w dzisiejszej Polsce? wydaje się ?nietrafione?, a ?Papież ma jednostronny obraz polskiej rzeczywistości?.

Niemal w tym samym czasie ukazała się książka pt. ?Kościół po komunizmie?, w której Jarosław Gowin oskarżył ludzi Kościoła o ?brak zrozumienia, czym jest demokracja?. ?Moja ocena dotychczasowej działalności i roli Kościoła w postkomunistycznej Polsce pozostaje krytyczna? ? pisał wówczas obecny minister sprawiedliwości, dodając, że ?otwarta krytyka Kościoła jest rzeczą potrzebną?. Przyglądając się postawie Jarosława Gowina w ostatnich latach, można odnieść wrażenie, iż uznał, że jest ona potrzebna nawet wtedy, gdy jest nieuprawniona i niesprawiedliwa, a cyniczne podejście do katolickiego nauczania jak najbardziej pożądane. Poniekąd trudno się temu dziwić. Dla wychowanków środowiska ?Znaku? i ?Tygodnika Powszechnego? głównym problemem jest rzekomy kryzys w Kościele, o którym trąbią od pół wieku. Biadolenie nad katolicyzmem ma sprawić wrażenie nie tylko ?zatroskania? o sprawy Kościoła, ale i usytuować w gronie jedynie nieomylnych wizjonerów jego ?reform? i postępu.

Rozsądnie antykatolicki

Już sam fakt, że Jarosław Gowin reprezentuje ugrupowanie polityczne, dla którego sprawy obrony życia nie mają większego znaczenia, powinien szerzej otworzyć oczy wszystkim tym, którzy w obecnym ministrze sprawiedliwości widzą obrońcę katolickich wartości, zatroskanego o dziedzictwo bł. Jana Pawła II.

W ubiegłej kadencji Sejmu RP Jarosław Gowin nie poparł obywatelskiego projektu ustawy zakazującej zabijania dzieci poczętych (podczas pierwszego czytania nie wziął udziału w głosowaniu, a podczas drugiego czytania opowiedział się za odrzuceniem projektu), a dziś jest zwolennikiem legalności ich technologicznej produkcji, nazywanej metodą in vitro. Deklarowanie na forum politycznym wierności katolickiej nauce społecznej przy jednoczesnym mówieniu o rzekomych ?dobrodziejstwach? in vitro może w istocie przekonywać wielu wierzących, że pomysł produkowania dzieci w laboratoriach podoba się Stwórcy, a opłata za ów proceder jest moralnym obowiązkiem katolików. Wszystko pod hasłem ?walki z patologią?, jaką jest niszczenie embrionów. Jeżeli pan Gowin tak zatroskany jest o los nadliczbowych embrionów, to dlaczego nie jest zwolennikiem zakazu ich produkowania?

?Testament? przeciw życiu

Jako polityk Jarosław Gowin może głosić co chce i jak chce. Jednak powoływanie się na nauczanie Kościoła katolickiego przy lansowaniu sprzecznych z nim idei jest nieprzyzwoite. Pokazuje to właśnie sprawa in vitro, gdy w wywiadzie dla KAI Gowin absurdalnie przekonywał, że ?stanowisko Kościoła w sprawie in vitro jest dziś bardziej elastyczne niż w czasach poprzedniej kadencji?. Można by zapytać, jaki Kościół pan Gowin ma na myśli, bo według nauczania Kościoła katolickiego zapłodnienie in vitro jako metoda niszcząca życie ludzkie i godząca w godność człowieka jest niedopuszczalne. A jak zwrócił uwagę ks. abp Henryk Hoser, przewodniczący Zespołu Episkopatu Polski ds. Bioetyki ? schizofrenią ?jest postawa osoby, która uważa się za katolika, a jednocześnie popiera działania godzące w życie i godność człowieka?.

Inny przykład to sprawa ?testamentu życia?. To pomysł, by każdy Polak mógł napisać oświadczenie, aby w przypadku beznadziejnej sytuacji zdrowotnej nie ratowano go ?na siłę? i ?bezsensownie? utrzymywano przy życiu. Rekomendując ?testament życia?, obecny minister sprawiedliwości powołał się nawet na encyklikę Jana Pawła II ?Evangelium vitae?. Albo więc Jarosław Gowin nie zrozumiał jej treści, albo po prostu nie chciał zrozumieć. Otóż w encyklice Ojciec Święty wyraźnie odróżnia eutanazję od decyzji o rezygnacji z tak zwanej uporczywej terapii. Papież wyraźnie stwierdza, że w przypadku tej ostatniej ostatecznym kryterium jest Stwórca decydujący o ludzkiej kondycji w obliczu śmierci, a nie lekarz po lekturze ?testamentu życia?. Różnica jest bardzo istotna.

Niesprawiedliwy sługa sprawiedliwości

Jako wychowanek środowiska ?Tygodnika Powszechnego? Jarosław Gowin należy do głównych szermierzy postępu i tolerancji, ?otwartych? na wszystkich z wyjątkiem ? jak to zwykło się określać ? katolickich fundamentalistów, czyli tych, dla których oparty na relatywizmie ?rozrzedzony? katolicyzm jest nie do przyjęcia. Przykładem może być stosunek do środowiska Radia Maryja, które niesprawiedliwie oskarżał o rzekomą szkodliwość społeczną, tendencje rozłamowe, a nawet działalność sprzeczną z nauczaniem Kościoła katolickiego. Jednak nie tylko Radio Maryja i osoby z nim związane są ofiarą irracjonalnych wizji obecnego ministra sprawiedliwości, który od dłuższego czasu zdaje się przypisywać sobie nieomylność w sprawach zarówno państwa, jak i Kościoła.

Jarosław Gowin z dumą twierdzi, że w 2002 roku przyczynił się do rezygnacji ks. abp. Juliusza Paetza, metropolity poznańskiego. Niespełna pięć lat później nader ochoczo przyłączył się do linczu na ks. abp. Stanisławie Wielgusie, rozpowszechniając w mediach nieprawdziwe informacje na ten temat. Powołując się na rzekomo ?niezbite dowody?, wzywał do wstrzymania ingresu. Już po rezygnacji metropolity warszawskiego rozpowszechniał w mediach wyssane z palca tezy o ?bezprecedensowym geście? Ojca Świętego ?ratującym autorytet Kościoła?. Nawet po wyjątkowym liście Benedykta XVI do ks. abp. Wielgusa Gowin nie zrezygnował z fałszowania rzeczywistości. Podczas debaty zorganizowanej 3 marca 2007 roku w Łopusznej przez Instytut Myśli Józefa Tischnera i redakcję miesięcznika ?Znak? stwierdził on: ?Jeśli chodzi o list Benedykta XVI do Stanisława Wielgusa: broniłbym papieża z dwóch powodów. Po pierwsze, znamy tylko fragment listu Papieża, arcybiskup Wielgus nie ujawnił całej jego treści. Po drugie, był to jednak list, który stanowił dopełnienie o wiele ważniejszego komentarza, wyrażającego się w decyzji o odwołaniu?. W jakim celu Jarosław Gowin podjął się fałszowania prawdy o tej sprawie?

Jeszcze jeden przykład. Na początku 2007 roku dominikanin o. Marcin Mogielski rozpętał w mediach oszczerczą kampanię wobec ks. Andrzeja Dymera, dyrektora Centrum Edukacyjnego w Szczecinie, oskarżając go o nadużycie seksualne wobec wychowanków. W całym spektaklu swoją rolę odegrał również Jarosław Gowin. Choć osobiście nie znał ks. Andrzeja, to pojawił się u ks. abp. Zygmunta Kamińskiego z ultimatum: jeśli w ciągu 30 dni metropolita szczecińsko-kamieński nie usunie kapłana z pełnionych funkcji, on naśle media. Szantaż się powiódł. Szanowany ksiądz odsunięty został od wszystkich związanych z edukacją posług, jakie pełnił. Oskarżenia wobec ks. Andrzeja, które w mediach powielał Jarosław Gowin, okazały się fałszywe. Wkrótce prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie z powodu braku dowodów jakiejkolwiek winy duchownego. Na słowo ?przepraszam? obecnemu ministrowi sprawiedliwości odwagi najwyraźniej zabrakło?

Wiara mniej poważnie

W rozmowie opublikowanej w grudniu 1998 roku na łamach miesięcznika ?Znak? Jarosław Gowin mówił: ?(?) Zasadniczym pozytywem lat dziewięćdziesiątych jest to, że wszystkie środowiska składające się na dawny ruch ?Znak? ? jakkolwiek znikome, jakkolwiek nieliczne ? zachowują duży potencjał opiniotwórczy i to zarówno wewnątrz Kościoła, jak i poza nim. Dlatego ciągle mamy szansę na wypracowanie odpowiadającej naszym ideałom kultury i zbudowanie pomostu pomiędzy kulturą nowoczesną a Kościołem?. Być może dla Jarosława Gowina jednym ze środków służących temu celowi jest właśnie podsuwanie katolikom idei lansowanych przez ?Gazetę Wyborczą?. Wszak reprezentuje tzw. Kościół otwarty, przede wszystkim na michnikowski libertynizm, w którym prawda i sprawiedliwość są rzeczami drugorzędnymi, a bojaźń przed upadkiem ze świecznika ważniejsza od obrony katolickich wartości. Nie powinien jednak w tym wszystkim powoływać się na dobro Kościoła, bo ? jak sam słusznie zauważył niegdyś w opublikowanej na łamach ?Dziennika? rozmowie z Bogumiłem Łozińskim ? ?dobro Kościoła wymaga trzymania się prawdy?.

We wrześniu 2007 roku na łamach ?Faktu? Jarosław Gowin napisał: ?Wiara ma charakter integralny i jeżeli jest traktowana poważnie, wpływa nie tylko na życie prywatne, ale także na postawę polityczną?. I tego wypada życzyć również obecnemu ministrowi sprawiedliwości?

Za: Sebastian Karczewski "Polityk katolicki inaczej" - Nasz Dziennik 26 lutego 2013, Nr 48 (4587)