stronaoinvitro.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Goebbels by powiedział: "Chodzi o bezpieczeństwo zarodków"

Przy zachwalaniu rządowego programu dofinansowania rozpłodu metodą in vitro, który nazwalibyśmy zgodnie z prawdą - weterynaryjnym, minister Arłukowicz przy każdej prawie okazji podkreśla jak mantrę, że chodzi o "zapewnienie procedur na najwyższym europejskim poziomie" oraz o "bezpieczeństwo zarodków".

Są i tacy, którzy domagają się  prawa do "bezpiecznej aborcji" na "najwyższym poziomie" (!), tak więc podobnie zakłamany język w nieco innej branży, tej samej forsowanej ideologii "zdrowia reprodukcyjnego", nie dziwi.

Powtarzanie przez Arłukowicza i lobbystów in vitro, że chodzi o "bezpieczeństwo zarodków" zakrawa jednak na trudno wyobrażalny cynizm. Bezpieczeństwo w czym ? W łonie matki czy termosie z ciekłym azotem ? Invitrowcy śmieją się do rozpuku. A może bezpieczeństwo przed diagnostyką preimplantacyjną stosowaną w in vitro, wyszukującą chore zarodki, by je leczyć...pardon, wyrzucić do zlewu ? A może bezpieczeństwo zarodków przed łapami lekarza, który małżeństwo ma w głębokim poważaniu ?

To drwienie także z ludzi, do których program ma być kierowany. Bynajmniej kierowany nie po to, aby z troską zaradzić ich problemom, ale tak aby stali się elementem propagowanej ideologii biotechnologicznego zwyrodnienia, na przekór Prawu Bożemu i prawom natury. Na przekór zdrowemu rozsądkowi. Program ma być jednak również źródłem intratnego zysku, który można ukręcić na propagowanym stylu życia - najpierw szprycować się antykoncepcją, odkładać decyzję o poczęciu, potem marsz do klinik in vitro. Koło biznesu się zamyka. Kto następny w kolejce ? Lesbijki ? Pederaści ? Pedofile ? Biznes musi się rozwijać. Nie spocznie, bo konkurencja działa. "Kliniki" aborcyjne, "kliniki" in vitro, może wkrótce "kliniki" eutanazji...

Andrzej Lewandowicz