stronaoinvitro.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Patologiczny proceder

Ośrodki in vitro za komórki jajowe oferują wynagrodzenie, oczywiście określając je mianem ?rekompensaty?.  3000 zł, jak podaje Nasz Dziennik w artykule red. Izabeli Borańskiej-Chmielewskiej (Kuszenie in vitro, wydanie z 17-18.10.15), czy to dużo ? Raczej niewiele wobec ryzyka jakiego nieświadoma jest kobieta, może zmuszona do poszukiwania środków na życie, ale przede wszystkim odzierając się z własnej godności ? swoją prokreację wystawiając na sprzedaż. Nowocześnie barbarzyński handel żywym towarem rozkwita w Polsce. Nie tylko ośrodek Invicta oferuje podobne oferty.  Invimed go przebija, dając 3500 zł wraz z dokumentem podatkowym PIT-8C. Hormonalne indukowanie owulacji przed pobraniem komórek jajowych może skończyć się ciężkimi powikłaniami syndromu hiperstymulacji jajników, wyczerpaniem rezerwy jajnikowej skutkującym bezpłodnością, albo wystąpieniem wcześniejszej menopauzy.

Sam zabieg pobrania komórek jajowych oprócz konsekwencji hiperstymulacji, wiąże się z ryzykiem zakażenia, a nawet sepsy i powikłań związanych ze znieczuleniem.  Czy młode kobiety narażane na utratę zdrowia są w pełni świadome konsekwencji ?  Rzeczywistość opisuje Nasz Dziennik (wyd. sob-nd. 17.10.15-18.10.15). W formularzu zgody "dawczyni" jednego z ośrodków in vitro, do którego dotarliśmy, wymienione są powikłania zdarzające się podczas pobierania komórek jajowych. Kobieta ma podpisać, że "zwalniam pracowników (tego ośrodka) z wszelkiej odpowiedzialności związanej z możliwościami wystąpienia zagrożeń oraz ryzyka, z wyłączeniem odpowiedzialności wynikającej z niezachowania należytej staranności oraz zaniedbań zawodowych." Co na to Rzecznik Praw Pacjenta ? Nie trudno uświadomić sobie, jak bardzo przyparta do muru, albo lekkomyślna musi być kobieta, która godzi się na to niczym nie uzasadnione ryzyko. Czy ponadto kobieta zdaje sobie sprawę z faktu, że oddaje część siebie, niewiadomo komu. Jej biologiczne dziecko urodzi się w obcej rodzinie, może patologicznej (dla centrów in vitro liczy się pieniądz, a nie to kim będą potencjalni rodzice i nie ma tu procedur kwalifikacji takich jak przy adopcji). Sama "dawczyni", podpisując stosowny dokument w centrum in vitro, zrzeka się jakichkolwiek praw do poznania swojego biologicznego dziecka, które po świecie będzie chodzić z ciężarem niemożności poznania swojej biologicznej matki. W myśl ustawy nie pozna jej nigdy. Tej okrutnej prawdy nie zatrą hasła marketingowe centrów in vitro typu "podziel się jajeczkiem". Ustawa o "leczeniu niepłodności" miała ograniczyć "wolną amerykankę", tymczasem zamiast penealizacji, instytucjonalizuje właśnie "dawstwo pozapartnerskie" oparte na procederze obrotu komórkami rozrodczymi.


Redakcja stronaoinvitro.pl