stronaoinvitro.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Czy wiedza o związku pomiędzy in vitro a wadami genetycznymi jest powszechna w środowisku medycznym, czy raczej jest ukrywana?

- Może nie jest ukrywana, ale nie jest popularyzowana. Ponadto w Polsce jest wciąż za mało genetyków. W dodatku ze względów finansowych mamy problemy nawet ze szkoleniem studentów w tym kierunku.

 

 ***

In vitro wywołuje schorzenia genetyczne

Z prof. Aliną Midro, kierownikiem Zakładu Genetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, rozmawia Mariusz Bober

Podczas rozpoczynającej się w nadchodzący piątek międzynarodowej konferencji naukowej w Białymstoku poświęconej godności życia wygłosi Pani referat na temat zaburzeń genetycznych u dzieci, które przyszły na świat w wyniku procedury in vitro. Jak dochodzi do powstawania tych chorób?
- Sama się zdziwiłam, gdy odkryłam, że te zespoły chorobowe, które znalazły się w centrum mojego zainteresowania, występują także w wyniku procedury in vitro. Są one wywoływane przez zmiany aktywności genów, które są wyłączane w zależności od tego, czy geny są dziedziczone po ojcu czy po matce. Okazuje się, że w czasie powstawania komórek rozrodczych w zależności od tego, czy są to komórki męskie, czy żeńskie, następuje zmiana tzw. piętnowania genów, które w efekcie nie będą aktywowane w okresie rozwoju danego organizmu. Ten właśnie proces zachodzi we wczesnym okresie rozwojowym człowieka. Zaburza go m.in. hiperstymulacja jajników, która jest jednym z elementów procedury in vitro.

Czy badania kliniczne potwierdzają zależność między procedurą in vitro a częstością wad genetycznych u dzieci?
- Tak. Jednym z przykładów jest zwiększona częstość urodzeń dzieci z niską masą ciała, która może być jednym z objawów różnych zespołów schorzeń genetycznych. Problem jest jednak trudny do diagnozowania klinicznego wobec kilkunastu tysięcy znanych zespołów genetycznych. Weryfikacja diagnozy klinicznej wymaga zastosowania różnych testów genetycznych dostosowanych do rozpoznania. Są one bardzo drogie, w przypadku rzadkich schorzeń nie zawsze dostępne. Występują jednak wady genetyczne typowe dla narodów słowiańskich. Testy na ich występowanie wykonujemy akurat w Polsce, i są one stosunkowo tanie. Ale wiele z nich trzeba wykonywać za granicą, co podnosi koszty. Dlatego potrzebne byłoby stworzenie międzynarodowej sieci współpracujących placówek, które wykonywałyby testy genetyczne także polskim dzieciom.

Czy in vitro zwiększa ryzyko przeniesienia na dziecko niepłodności, którą dotknięci byli rodzice?
- Tak, w efekcie nawet jeśli dojdzie do poczęcia dziecka, to jeśli niepłodność rodzica jest genetyczna, może przenieść się na dziecko. Mam pacjentów niepłodnych, którzy cierpią np. na zespół Kallmana [schorzenie genetyczne charakteryzujące się m.in. zaburzeniami rozwoju płciowego - red.], czy też z mikrodelecją [utrata małego fragmentu chromosomu - red.] chromosomu Y obejmującą regiony (zwłaszcza AZF - z ang. azoospermia factor) zawierające geny zawiadujące procesami spermatogenezy i związane z wytwarzaniem plemników, które mogą być przenoszone na dzieci, jeśli są poczęte za pomocą metody in vitro.

Możemy zdefiniować inne - oprócz zaburzenia procesu piętnowania - przyczyny wywołujące schorzenia genetyczne?
- Schorzenia mogą być również skutkiem tzw. mutacji patologicznych, które dotyczą zaburzeń sekwencji DNA, i to jest inna grupa schorzeń niż ta, o której chcę mówić na konferencji. Są również zaburzenia rozchodzenia się chromosomów powstające w wyniku in vitro, ponieważ chromosomy komórki podczas jej podziału nie zawsze przenoszą się w sposób prawidłowy z pokolenia na pokolenie. To powoduje poronienia samoistne u 10-15 proc. kobiet w normalnej populacji, u których nie wykryto żadnych obciążeń genetycznych. Po zastosowaniu procedur in vitro procent poronień samoistnych i ciąż obumarłych jest znacznie większy... Po in vitro częściej dochodzi też do poronień uwarunkowanych zaburzeniami chromosomowymi. Jednak w swoim referacie skupię się głównie na zaburzeniach procesu piętnowania genów, a w mniejszym stopniu na zaburzeniach powstałych w wyniku zmian chromosomowych.

Jakie wady genetyczne u dzieci poczętych w efekcie in vitro występują najczęściej?
- W piśmiennictwie fachowym są bardzo różne dane na ten temat. Sama nie przeprowadzałam takich badań, dlatego nie mogę mieć własnego zdania co do ich wiarygodności. Czytałam, że zespół Beckwitha-Wiedemanna [schorzenie genetyczne charakteryzujące się m.in. dużą masą, połowiczym przerostem ciała dziecka, a szczególnie przerostem języka oraz przepukliną pępowinową - red.] występuje w populacji dzieci poczętych w sposób naturalny raz na 13 tys., a wśród dzieci urodzonych w wyniku in vitro 10 razy częściej; z duńskich danych wynika, że nawet w stosunku 1:1370. To już sugeruje, że procedura ta może znacznie zwiększać ryzyko wystąpienia tego schorzenia. Niską masą ciała i niskim wzrostem charakteryzuje się zaś zespól Silvera-Rusella - inne schorzenie epigenetyczne tego samego regionu piętnowania jak w przypadku Beckwitha-Wiedemanna. O zwiększonej częstości występowania tego zespołu po procedurze in vitro donoszono ze Szwecji i z Francji. Ponadto często dochodzi do zaburzenia piętna genetycznego na chromosomie 7., gdzie znajduje się tzw. gen gramatyki. Ale ujawnia się to dopiero, gdy dziecko idzie do szkoły i okazuje się, że ma dysleksję. Bywa, że zaburzenia piętna ujawniają się w wieku 40 czy 50 lat, gdy osoby z takimi uszkodzeniami genetycznymi chorują na nowotwory czy schorzenia w zakresie ośrodkowego układu nerwowego. Między innymi dlatego trudno jest podać dokładne dane na temat wszystkich wad wywołanych przez in vitro, zwłaszcza że określone schorzenia są wywoływane także przez inne czynniki, również u osób poczętych w sposób naturalny. Nie ma jednak wątpliwości, że procedura ta zakłóca proces piętnowania genetycznego. Mamy na to dowody m.in. z badań przeprowadzonych na zwierzętach. Nie ma też wątpliwości, że sztuczne zapłodnienie częściej wywołuje schorzenia genetyczne tej grupy. Dlatego nie można po prostu bezrefleksyjnie proponować in vitro tylko dlatego, że "każdy chce mieć swoje dziecko".

To paradoksalna sytuacja, biorąc pod uwagę, że w trakcie tej procedury stosuje się selekcję embrionów i "programowanie ich" pod kątem odporności, a niekiedy jej braku, na różne choroby...
- Niestety tak. Jeżeli do komórki jajowej na siłę "wpycha" się plemnik, nie wiedząc, czy jest uszkodzony, czy nie, czy jest dostatecznie przeprogramowany na poziomie genomu do celów prokreacyjnych, to od razu naraża się poczęte w ten sposób dziecko na wystąpienie schorzeń genetycznych. Bowiem selekcji, i to pod kątem jedynie wybranych cech lub chęci wyeliminowania określonych chorób (co nie oznacza, że eliminuje się inne, które mogą ewentualnie wystąpić), dokonuje się dopiero na etapie wytworzonych embrionów. Hipokryzją jest twierdzić, że in vitro jest formą leczenia, gdy tak naprawdę za pomocą selekcji prenatalnej usiłuje się wyeliminować różne schorzenia genetyczne. Ma to charakter postępowania eugenicznego w imię szczytnych założeń działania dla dobra ludzkości. W tej formie postawa eugeniczna wyraża się jako działanie przeciwdziałające cierpieniu człowieka za wszelką cenę, także odbierania życia najsłabszym istotom ludzkim przed ich urodzeniem. Przecież, uczciwie mówiąc, z połączenia ludzkiego plemnika z ludzką komórką jajową może się urodzić tylko i wyłącznie człowiek. Zapominamy o tym nawet my, lekarze. W niedawno wydanej książce mojego autorstwa pt. "Istnieć, żyć i być kochanym" opisałam przykład matki, która zwróciła się do poradni z dzieckiem z zespołem Downa i usłyszała tam od lekarza: "czemu nie zrobiła pani sobie wcześniej badań prenatalnych?" - co w domyśle oznacza - "czemu nie dokonała pani aborcji?".
Zwiększona częstość występowania wybranych schorzeń genetycznych u dzieci poczętych w wyniku in vitro zmusza do refleksji. Jestem przeciwna opłacaniu z NFZ procedury, która jest droga, mało efektywna i może powodować występowanie schorzeń genetycznych niekoniecznie widocznych tuż po urodzeniu dziecka. A przecież można też pomyśleć o dzieciach, które czekają na rodziców w ośrodkach adopcyjnych, dzieciach niechcianych czy porzuconych z różnych powodów.

Czy wiedza o związku pomiędzy in vitro a wadami genetycznymi jest powszechna w środowisku medycznym, czy raczej jest ukrywana?
- Może nie jest ukrywana, ale nie jest popularyzowana. Ponadto w Polsce jest wciąż za mało genetyków. W dodatku ze względów finansowych mamy problemy nawet ze szkoleniem studentów w tym kierunku.

Skoro in vitro ma zgubne konsekwencje dla zdrowia dzieci, to można oczekiwać, że świadomi tych skutków lekarze podejmą nowe działania na rzecz delegalizacji tej procedury?
- Alternatywą dla in vitro w przypadku pewnych zaburzeń jest naprotechnologia, choć wymaga ona wysiłku i poszukiwania rzeczywistych przyczyn niepłodności. Osobom, których niepłodność wynika z wad genetycznych, może pomóc także genetyka. Leczenie z jej wykorzystaniem w przyszłości będzie polegało na wzmacnianiu tych szlaków sygnałowych białek, których produkcja jest zaburzona zmienioną informacją w genach wymagających wsparcia. Obecnie osiągamy wspaniałe efekty leczenia podobną metodą białaczki szpiku kostnego. Jestem również optymistką w zakresie leczenia tą metodą pewnych objawów wchodzących w skład zespołu Downa. Osoby, u których podejrzewa się wystąpienie wad genetycznych, powinny skorzystać z pomocy poradni genetycznych. Jest ich ponad 30, działają w każdym mieście akademickim.

Dziękuję za rozmowę.

Za: http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111013&typ=my&id=my09.txt